Szukając idealnego miejsca do latania dronem, zjechałem z głównej drogi w stronę bardziej dzikiego terenu — tam, gdzie krajobraz obiecywał świetne ujęcia. Niestety, nie zauważyłem niewielkiego rowu ukrytego w trawie i samochód utknął, tylne koła zakopały się w miękkim gruncie. Próbowałem wyjechać sam, ale bez skutku — musiałem zadzwonić po Tatę, który przyjechał z liną i spokojem, jak zawsze, wyciągnął mnie z opresji. Zamiast lotu dronem była lekcja pokory i mała przygoda w terenie.